|
Nowości na stronie
|
Wspomnienia Przedwojenne Peter Hoeft
Mój dziadek Otto często wypływał w morze. Nie było go miesiącami. Kiedy pewnego dnia wrócił do domu, sąsiedzi powiedzieli mu, że jego żona zmarła. Od tego dnia postanowił podjąć pracę w porcie i porzucić niepewne życie na morzu. Odwiedzał grób żony na cmentarzu. Pewnego dnia poznał tam młodą kobietę. Opiekowała się grobem rodziny u której miała posadę. Była to kucharka Meta Wirthwein. Chociaż Otto ciągle był młodym człowiekiem, był starszy od Mety. Mieli pięcioro dzieci, z których najstarszą była Edith. Później urodził się mój ojciec Norbert, a następnie jego dwaj bracia Hartmut i Erhard. Ostatnie dziecko zmarło w drodze do Niemiec. Naziści w Gdańsku szybko rośli w siłę i mój dziadek wpadł na pomysł zmiany polsko brzmiacego nazwiska. Miał nadzieję, że pozwoli mu to uniknąć strachu i problemów. Długi czas dziadek utrzymywał to zdarzenie w tajemnicy. Niebawem okazało się, że to nazwisko i język, którego używał są "zbyt niemieckie".
Meta z piatką swoich dzieci wyjechała z Brzeźna do Turyngii. Całkowicie ufając radom swojego męża, wystrzegała się podróżowania statkami i głównych szlaków drogowych do czasu znalezienia się w głębi Niemiec.
Otto był zmuszony zostać w Gdańsku i pracować w porcie. W późniejszym czasie dotarł do swojej rodziny w Turyngii i żył z nią do 1959 roku w Römhild.
Rok później na świat przyszedłem ja. Nie znałem dziadka osobiście, ale na podstawie tego, co o nim słyszałem, uważam go za osobę, która zawsze starała się działać dla dobra rodziny. Mój ojciec bardzo go szanował za mądrość i radość życia.
|